Gosia Białecka

Zawodniczka polskiej Kadry Olimpijskiej w Windsurfingu

Koniec regat w Miami

Dziś zakończyliśmy ściganie w Pucharze Świata w Miami. To był naprawdę długi i stresujący dzień. Wyścig Medalowy rozegrał się w bardzo słabym i zmiennym wietrze. Mimo, że trasa była bardzo krótka, praktycznie cały czas były jakieś przetasowania w stawce. Przed wyścigiem miałam jeszcze teoretyczne szanse na medal i naprawde nie wiele brakowało. Ostatecznie wyścig wygrała Kanadyjka (trochę fartem, bo przez przypadek dostała dobrą zmiankę na drugiej halsówce), dzięki czemu skoczyła z 6 na 3 miejsce.
Dla mnie zostało niestety okropne 4 miejsce (nie wiem jakim cudem ale mój Tata zdążył to już wczoraj przewidzieć… pewnie wykrakał;))

Jutro mamy dzień wolny i będziemy leżeć na hamaku do góry brzuchem, zaś po jutrze zabieramy się do ciężkiej roboty, bo myśle, że jeszcze dużo treningu przede mna, zanim i ja zacznę mieć trochę szczęścia – bo jak wiadomo, ono zawsze sprzyja lepszym!!

wyniki

pozdrowionka!!

Rolex Miami OCR c.d.

Za nami już 4 dni regat. Miało być lepiej a patrząc na wyniki jest chyba nawet gorzej. Staram się tym nie sugerować, bo i tak po długiej przerwie i chorobie traktuje te regaty jak trening ale mimo wszystko… trudno mi zaakceptować, że przegrywam z dziewczynami, z którymi nie przegrałam nigdy w życiu!
Myśle, że czuję temat, nie zapomniałam jak się pływa, mam idealne wszystkie starty i jedyne co mi brakuje to prędkość – jestem najwolniejsza w każdych warunkach i choćbym się zapompowała na śmierć to nic mi to nie pomoże.
Chciałabym sobie troche pokrzyczeć ale nie bardzo mam na kogo i za co. Na siebie też nie mogę się wściekać, bo przecież robię co w mojej mocy i generalnie wiem, że w tydzień nie nadrobię 5 miesięcy. Ciężko to wszystko znieść, kiedy ambicje przerastają o 100kroć możliwości, wtedy nawet słońce i palmy nie pomagają!

Zapisaliśmy się z Maxem na Hot Joge, która różni się tym, że jest prowadzona w 60 stopniach C! Możecie mi wierzyć, że 1.5h jogi w takich warunkach to totalny hardcore ale za to pózniej uczucie jest fantastyczne, no i niezła odnowa i kompensacja po wyścigach.

Co do innych uroków pływania na desce, to dostałam jakiegoś uczulenia od słońca na dłoniach i stopach, opaliłam się na surfera – do połowy uda i mam dziurę w ręce. Oczywiście jutro i po jutrze dam z siebie wszystko na wyścigach ale niech już będzie ten dzień wolny, plaese!

Przesyłam Wam troche słońca, ja już się nim zdecydowanie nacieszyłam!
Pozdrawiam:)

Rolex Miami OCR


Rozpoczęły się regaty Rolex Miami OCR Cup. Za nami 2 wyścigi w dość ciężkich warunkach. Wiatr nierówny, słaby, w granicach 7-10 węzłow i do tego ogromna ilość zielska i różnych innych śmieci pływających w wodzie.
Powrót do intensywnych treningów (nie wspominając o zawodach) jest delikatnie mówiac miażdżący – brakuje mi prędkości na halsie, mam wrażenie, że żagiel jest zrobiony z ołowiu i na desce wożę pasażera ‘na gapę’ a przy tym boli mnie każdy każdy minimetr mojego ciała i robią się nowe dziury w rękach.
Po pierwszym dniu zajmuję 4 miejsce, co zdecydownie, w tej stawce, mnie nie satysfakcjonuje ale wiem – cudów nie ma, a jedno co mnie może uratować to trening, trening, trening!

Pozytywnym szczegółem na pewno jest fakt, że zdrowie mi dopisuje i powoli zapominam o ostatnich chorobach.
Z dnia na dzień powinno być coraz lepiej, także trzymajcie kciuki:)

btw. Wiecie co oznacza:
navigare necesse est, vivere non est necesse ?
- moje nowe motto ;)

wyniki i strona regat

Pozdrawiam
Gosia

Starsze wpisy »
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.